poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Uzależnienie od muzyki.

Jak myślicie, dlaczego niektórzy się uzależniają podczas, gdy większość ludzi nie ma objawów nałogu? 

Mnie nałogowe słuchanie muzyki prawie wyniszczyło. Bo to było uzależnienie jak każde inne. Zatracałam się w muzyce bez reszty, szukałam okazji do posłuchania np. wybierałam dłuższe trasy powrotu do domu, żeby móc słuchać więcej, kiedy ktoś mi przeszkadzał w słuchaniu robiłam się agresywna. Doszło do tego, że słuchałam zawsze, wszędzie. Na przerwach, na lekcjach, w domu, tuż po wstaniu, przed spaniem, między posiłkami - ciągle. To sprawiło, że zamknęłam się i odizolowałam. 

Obudziłam się nagle bez przyjaciół, znajomych, edukacji i z masą problemów. Ja nie potrafię słuchać muzyki i myśleć o niebieskich migdałach. Skupiam się na muzyce, ona mnie przepełnia i zapominam o świecie, ale to też sprawia, że ciężko mi się od tego odciąć. Jak raz zacznę to mogłabym to robić cały dzień. Wtedy ciągle myślałam o tym, żeby posłuchać, te myśli nie znikały z mojej głowy, byłam normalnie uzależniona i było coraz gorzej. 

Wpływ miały również piosenki jakich słuchałam. Na początku były w miarę normalne, potem coraz bardziej rockowe, które niosą więcej emocji i energii. Miałam dziwny gust, jakby nie mój. To było praktycznie wszystko, od popu po metal. Niektóre piosenki sprawiają, że dołuję się jeszcze bardziej, wlewają do serca gorzkie przygnębienie, ale z drugiej strony są tak zachęcające, że nie da się z nich zrezygnować.

Wiem, że już nigdy nie włączę utworu znanego białego rapera, nie wiem co jest z nim nie tak, ale po każdej piosence miałam myśli samobójcze, to od niego się wszystko zaczęło i teraz nawet kiedy upadam i wracam do nałogu to jego utwory są dla mnie tak odrażające, tak  odpychające, że nie jestem w stanie już mieć z nimi styczności. Jest wielu wykonawców, którzy działali na mnie podobnie, ale nie ma sensu tutaj tego wypisywać. Równie dobrze to może być mała gwiazdka popu, albo jakiś czarny książę z pentagramem. Muzyka sama w sobie to jedno - sposób odbierania muzyki to drugie.

Wiele ludzi słucha, ale nie ma objawów nałogu - nie wiem dlaczego tak jest, że niektórzy reagują tak jak ja. Niektórzy są zdziwieni, że nawet od muzyki można się uzależnić. Słuchają po kilka godzin dziennie, ale nie uzależniają się. Wielu nie wie co to znaczy uzależnienie - ono zawsze prowadzi do autodestrukcji. Skutkiem uzależnienia jest to co mnie spotkało - utrata kontaktu ze światem, z ludźmi, z rodziną. 

Myślę, że to jest jeden z najmniej docenianych "narkotyków". Wszyscy słuchają, nie ma w tym niczego złego, potrzebujemy muzyki, dlatego jestem w gorszej sytuacji niż inni nałogowcy. Bez narkotyków da się żyć, bez alkoholu również, to samo z papierosami, ale muzyki potrzebuje każdy człowiek. Teraz jestem zmuszona starannie dobierać muzykę, muszę się hamować, bo jestem naprawdę uzależniona.

Smuci mnie fakt, że tak naprawdę niewielu może mnie zrozumieć. Ludziom się wydaje, że jak słuchają dużo to już mogą się pochwalić swoim "uzależnieniem". :)
Ciężko to wyjaśnić, ciężko mi o tym mówić ludziom, bo mają mnie wtedy za jakąś wariatkę, która ma problem z czymś z czym inni ludzie nie. To tak jakbym powiedziała, że jestem uzależniona od picia wody... :) Smutne to, ale znam jedną osobę, która miewa podobne problemy. Nie takie same, ale podobne. 

To uzależnienie jest bardzo niewygodne. Znajomi lubią słuchać muzyki podczas spotkań, spacerów, a ja muszę ich prosić, aby wyłączyli odtwarzacze. Wielu o tym nawet nie wie, bo jak mam im to wyjaśnić? Może w tej blogowej atmosferze ktoś miewał podobne problemy?