Kurde nie umiem gadać z ludźmi. Nie umiem po prostu.
Mam do siebie żal, że nie jestem przebojowa, towarzyska i otwarta.
Żyjemy w świecie, kiedy właśnie tego się od nas wymaga, a ja taka nie jestem.
Nie nauczę się tego. Po prostu jestem szara. I będę.
Cholera jasna nawet jak się staram zagadywać to i tak kurde rozmowa się nie klei.
Ludzie mnie chyba nie lubią. Sama nie wiem...
Mam wrażenie, że nikt mnie nie widzi. Wszyscy patrzą na tamtą, tego, a ja jestem szara.
Chociaż może bardziej pasuje określenie "przeźroczysta".
Gdy jestem w małym gronie osób, tak zwanej "paczce" to też czuję się szara. Równie dobrze mogłoby mnie nie być - nikt nie zauważyłby różnicy. Zagaduję, pytam, mówię. Mnie nikt nie zagaduje, nikt nie pyta, nikt nie mówi do mnie... Mogłabym siedzieć cicho przez cały czas - kto na to zwraca uwagę? Nikt.
Nikt mnie nie widzi.
Nie potrafię dać się zauważyć.
Jestem w beznadziejnej sytuacji.
Wracam do mojej szarej strefy, pa.