Ten blog to kosz na moje myśli. Mało mówię, dużo myślę. Nie ma zbyt wielu osób, którym mogę powierzyć ich część. Więc jest ten blog. Blog gdzie mogę się wyładować. Zapraszam.
piątek, 13 listopada 2015
Złe myśli.
Naprawdę często źle o nim myślę. Mam pretensje, wyrzuty, zarzuty i żal.
A jest cudownym człowiekiem, który czasami musi wybierać.
Nie zawsze może poświęcić dla mnie wszystko, czasami muszę poczekać.
Muszę zrozumieć. Muszę odpuścić. A to bywa trudne. I wtedy przychodzą różne myśli.
Myśli, które zatruwają dzień, które niszczą naszą relację od środka.
A potem budzę się i dochodzę do wniosku, że przez to o mało nie zniszczyłam tego,
co budowaliśmy tak długo. I wtedy mam wyrzuty sumienia, zdaję sobie sprawę jak bardzo
byłam zapatrzona tylko w siebie. Jak wiele wymagałam, a jak mało dawałam.
To boli, a potem motywuje do zmiany. Ale te myśli czasem wracają...
I sieją ten sam pogrom zniszczenia.
Nie chcę żeby tak było. Chcę być dobrą dla niego, chcę dawać tyle ile mogę.
Na tym polega miłość, prawda?
sobota, 10 października 2015
Chora.
Jestem chora. I jestem sama w tej chorobie... otworzyłam się kilka razy i powiedziałam o tym kilku bliskim mi osobom, ale nie spotkałam się ze zrozumieniem... Mówili, że powinnam iść do psychologa, bo on mi pomoże. Wiem, że powinnam, ale to za trudne.
Nerwica lękowa. Kiedyś było gorzej. Mogłam wpaść w panikę w każdej chwili. Każdy dzień był dla mnie straszny. Nie chciałam wychodzić z domu, ale nikomu nie mówiłam. Rodzice się wściekali jak im mówiłam, że się boję. Że nie chcę iść, że chcę wyjść, że chcę się zatrzymać. Nikt tego nie rozumiał, ja też nie. Czasami to uczucie wraca i znowu czuję się jak w więzieniu... I teraz wiem, że jestem inna, że jestem chora.
Teraz wiem, że to wszystko było uzasadnione.
Lęk w kościele, w zatłoczonej ławce, lęk w samochodzie, z którego nie ma ucieczki podczas jazdy, lęk w klasie, z której nie mogę wyjść kiedy chcę... I za każdym razem czuję się upokorzona, kiedy o tym komuś opowiadam. Bo nie jestem normalna... Bo normalni ludzie nie mają z tym problemu, a ja muszę błagać o zrozumienie, którego nikt nie może mi dać.
Rodzice nigdy nie byli wyrozumiali. Czułam się jak śmieć kiedy znowu nie dałam rady w samochodzie, kiedy znowu się rozpłakałam i prosiłam by zatrzymali samochód... To się zaczęło w podstawówce. Może przez ojca alkoholika, który nas bił? Może przez to, że mamy prawie nie było w domu i zawsze miała tylko pretensje o bałagan czy złe oceny...
I czuję się jak ten śmieć również teraz. Teraz kiedy Wam to opisuję...
Nerwica lękowa. Kiedyś było gorzej. Mogłam wpaść w panikę w każdej chwili. Każdy dzień był dla mnie straszny. Nie chciałam wychodzić z domu, ale nikomu nie mówiłam. Rodzice się wściekali jak im mówiłam, że się boję. Że nie chcę iść, że chcę wyjść, że chcę się zatrzymać. Nikt tego nie rozumiał, ja też nie. Czasami to uczucie wraca i znowu czuję się jak w więzieniu... I teraz wiem, że jestem inna, że jestem chora.
Teraz wiem, że to wszystko było uzasadnione.
Lęk w kościele, w zatłoczonej ławce, lęk w samochodzie, z którego nie ma ucieczki podczas jazdy, lęk w klasie, z której nie mogę wyjść kiedy chcę... I za każdym razem czuję się upokorzona, kiedy o tym komuś opowiadam. Bo nie jestem normalna... Bo normalni ludzie nie mają z tym problemu, a ja muszę błagać o zrozumienie, którego nikt nie może mi dać.
Rodzice nigdy nie byli wyrozumiali. Czułam się jak śmieć kiedy znowu nie dałam rady w samochodzie, kiedy znowu się rozpłakałam i prosiłam by zatrzymali samochód... To się zaczęło w podstawówce. Może przez ojca alkoholika, który nas bił? Może przez to, że mamy prawie nie było w domu i zawsze miała tylko pretensje o bałagan czy złe oceny...
I czuję się jak ten śmieć również teraz. Teraz kiedy Wam to opisuję...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)